Jestem kobietą. Jestem córką. Jestem żoną. Ale przede wszystkim jestem mamą...
RSS
piątek, 05 lipca 2013

W związku z tym, że pogoda ostatnio dopisuje, staramy się z córką jak najwięcej czasu spędzać na świeżym powietrzu. Byłyśmy więc dziś na spacerze, podczas którego Mała zbierała kamyki z ziemi. Szłyśmy tak sobie więc polną drogą i zanim się zorientowałam, a Dwa kitki wzięła w rękę bobka, najpewniej psiego, podsunęła go sobie pod nos, powąchała, po czym rzuciła na ziemie. Pewnie zorientowała się, co trzyma w rączce i zrozumiała, że to nie kamyk, he he. Ja nawet nie zdążyłam zareagować, nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać :)

22:50, romka86
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lipca 2013

Przez te ostatnie kilka dni miało miejsce kilka zabawnych sytuacji z udziałem Dwóch Kitków. Oto kilka z nich:

Sytuacja na balkonie:

Dwa Kitki stoi na balkonie, ja jestem w kuchni. Nagle słyszę, że coś leci z balkonu: puk puk. Za chwilę znowu, idę więc zobaczyć co się dzieje. Na balkonie pod nami jak zwykle wylegiwały się dwa koty. Dwa Kitki postanowiła je nakarmić... orzechami, które stały koło niej. Rzucała więc je kotkom, starając się w nie wycelować i woła"kotek am am". Gdyby nie moja reakcja pewniej by zostały z bólem głowy niż by się najadły. :)

 

Sytuacja na rynku:

Poszłam dziś z Dwoma Kitkami na rynek na zakupy. Z wielkim zaangażowanie kupuję warzywa i owoce, skupiona, aby wybrać te najpiękniejsze i najsmaczniejsze. W pewnym momencie obracam się, aby sprawdzić co robi córcia, patrzę a Dwa Kitki podjada z koszyka sprzedawcy porzeczki.I to nie po jednej, rąbie aż miło! Gdy kazałam jej przestać, tłumacząc jej, że to nie nasze, totalnie mnie olała.

 

Sytuacja w aucie:

Byliśmy całą rodziną w parku. Park znajduje się niedaleko działki babci Dwóch Kitków. Gdy zmęczyliśmy się spacerowaniem postanowiliśmy z Mężem A. wrócić do domu. Wsiedliśmy więc do samochodu i ruszyliśmy. Gdy wjeżdżaliśmy na główną drogę, córcia zaczęła krzyczeć: 'Tata nie tu", na co mąż A. zapytał gdzie ma jechać. Dwa Kitki stanowczo odpowiedziała wskazując palcem w przeciwnym kierunku: "Tam, Baba". Szczeny nam opadły, że nasze dziecko tak dobrze zna już nasze miasto i wie, gdzie, co jest. Oczywiście zawróciliśmy i wstąpiliśmy na chwilkę na działkę do babci.

 

Sytuacja w łóżku:

Dwa Kitki leży już w łóżku. Zaglądam do niej co robi, a Mała wzięła kilka misiów i piłeczkę, z dużej poduchy zrobiła sobie zjeżdżalnie, po której każdy z misiów po kolei zjeżdża z góry do dołu. Coraz bardziej zadziwia mnie jej wyobraźnia.

 

Sytuacja w krzaczkach:

Małej zachciało się siusiu. Lecimy w krzaczki. Mała sisia, zauważyła butelkę po wódce, pokazuje na nią palcem i zaczyna śpiewa: 'Śto lat śto lat'.  Skąd jej się to wzięło?

23:08, romka86
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 czerwca 2013

Mowa oczywiście o pokoiku Dwóch Kitków. Na szczęście Mała chorowała krótko, bo tylko 3 dni i skończyło się na gorączce. Uf... W związku z tym zgodnie z naszymi aktualnymi planami zaczęliśmy w tym tygodniu modyfikować jej pokój. Głównym sprawcą owej modyfikacji było nowe łóżko Dwóch Kitków. Otóż gdy zauważyliśmy, że nasza córka ledwie mieści się już w swoim niemowlęcym łóżeczku i obija się z każdym ruchem o jego szczebelki, stwierdziliśmy z Mężem A., iż przyszła najwyższa pora na zmianę łóżka na bardziej dorosłe. Zamówiliśmy kolegę Męża A., który pomógł nam pozbyć się kanapy dla gości z pokoju dziecięcego. Od tej chwili więc ów pokój stał się tylko i wyłącznie prywatną własnością Dwóch Kitów i przestał pełnić swoją podwójną rolę pokoju gościnnego. Kolejnego dnia Mąż A. pozbył się łóżeczka szczebelkowego i pojechał 100 km do mojego domu rodzinnego po nową - starą, bo jeszcze moją panieńską kanapę dla Dwóch Kitów. Ledwie zapakował się z nią do bagażnika -ale jakimś cudem się udało. I tak oto kanapa stanęła w pokoju córki. Tym samym przyczyniła się do totalnego przemeblowania pozostałych mebli i pozbycia się części zabawek. Efekt jest taki, iż pokoik jest teraz mniej niemowlęcy a bardziej dziewczęcy, jest w nim więcej przestrzeni do zabawy i mnóstwo kolorów. A goście mogą spać na materacu! A co!

16:27, romka86
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 czerwca 2013

Kurcze blade! Czy to nie pech jakiś, los złośliwy, kiedy to piękna pogoda za oknem, słoneczko grzeje, plany na upalny dzień są, aż tu nagle dziecko marudne, płaczliwe o każdą pierdołe, chore, z gorączką 39 stopni leży i dogorywa :( I zamiast na zieloną polanę i kolorowy plac zabaw, lecimy do pediatry po leki, które po raz kolejny nieoczekiwanie uszczuplają budżet domowy. I jeszcze matka o receptę na zapisany lek się nie upomniała, to za karę drugi raz lecieć musiała. Cholera bierze. A najgorzej żal małego brzdąca, który zamiast biegać i cieszyć się z każdej pierdoły, leży na kanapie i gapi się nieprzytomnym, króliczym wzrokiem w monitor laptopa, a tam w kółko pojawia się Peppa, Elmo, Peppa... Ach... szkoda dziecka. Nie wspominając o wizycie u pediatry, która była dosłownie horrorem jakimś i to zarówno, dla lekarza, który mimo usilnie zaciśniętych zębów próbował władować dziecku patyk do gardła, dla taty, który całymi siłami, a jednak ledwie utrzymał przy tym Dwa Kitki. Dla Małej która ze stresu zwróciła śniadanie i dla Matki, która po wyjściu z gabinetu to śniadanie miała na sobie. Ech... ciężkie to chorowanie.

22:56, romka86
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 czerwca 2013

Dziś  Dwa Kitki powaliła mnie na łopatki. Od niepamiętnych czasów mówi do mnie mamo, ale dziś wołając mnie, zwróciła się do mnie 'mamuś'... a potem już poszło 'mamusiu', 'tatusiu', 'babuś'. Jakie to słodkie kiedy taki mały brzdąc tak do Ciebie mówi. Wiesz wtedy, że jesteś dla kogoś najważniejsza w życiu, że jest ktoś, kto ufa Ci bezgranicznie i kocha najbardziej na świecie z całym ekwipunkiem zarówno zalet, jak i wad. Po prostu mimo wszystko. Jak to cudownie być po prostu mamą...

23:55, romka86
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 czerwca 2013

Dwa Kitki ostatnio coraz więcej mówi. Właściwie to gada i gada i buzia jej się nie zamyka. He, to właściwie jak jej mamie ;) Ostatnio powtarza wszystkie słowa które usłyszy, np. nióź (tak - nióź, nie nóż), juź, śtruś itp. A wieczorami gdy siedzi sobie w łóżku gada sama do siebie non stop. Nawet upodobała sobie pewną reklamę, bo chodzi i gada:

Mamba - mam i ja! I tak w kółko :)

23:42, romka86
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 czerwca 2013

Jak widać za oknem pogoda w kratkę, z przewagą deszczowej. W związku z tym Dwa Kitki dostała na Dzień Dziecka swoje pierwsze w życiu kalosze! Gdy je zakupiliśmy córka od razu ubrała je na nóżki i nawet nie miała zamiaru zdjąć. Żal mi jej było, bo na dworze jak na złość nie było ani jednej kałuży, nawet takiej tyciej. I co? Matka myśli, myśli, aż zapaliła jej się żarówka w głowie - jest pomysł! Szybko idziemy do domu, matka jak poparzona leci do łazienki i napuszcza wody do wanny! Mąż A. puka się po głowie i patrzy na mnie jak na wariatkę. Ja na to: To przecież dziecko, niech ma frajdę! I hop, Dwa Kitki ląduje w wannie po kostki zalanej wodą (oczywiście w nowych kaloszkach). Jak się cieszyła, jak chlapała wodą, jak tuptała...

Efekt był tego taki, iż gdy na drugi dzień dość mocno popadało i Mąż A. wziął córcie na spacer po kałużach, wrócili po 5 minutach ze spodniami mokrymi po sam krok i kaloszami pełnymi wody. Tylko można sobie wyobrazić z jakim zapałem i energią Dwa Kitki skakała po kałużach i błotku (tak, tak, tatusiowe nieraz pozwalają na takie rzeczy, na które mamusie nigdy się nie godzą, ale taka ich już rola :)).

00:46, romka86
Link Komentarze (1) »
środa, 29 maja 2013

A co! Matka może się pochwalić. Otóż toaleta mojego dziecka coraz mniej mnie obchodzi. Dlaczego? Kilka razy przyłapałam córcie jak leci do łazienki, otwiera klapę od kibla, kładzie nakładkę, ściąga gacie i po stołeczku do góry siada tyłkiem na toaletę. Dla matki to jest naprawdę powód do dumy! Tym bardziej, że ta czynność zaczyna powtarzać się notorycznie, co w tym przypadku akurat bardzo mnie cieszy ;) Poza tym jest coraz sprawniejsza także w innych sferach. Wczoraj marudziła mi, że chce iść na dwór. Miałam robotę, wiec zbyłam ją zwykłym "potem". Za 5 minut moje dziecko wchodzi do pokoju w ubranych butach i bluzie, gotowa do wyjścia! I co miałam zrobić? :)

20:33, romka86
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 maja 2013

Uwielbiam weekendy. Zawsze staramy się sobie wtedy coś zaplanować, coś innego od codzienności. I jak zawsze mieliśmy pewne plany na sobotę, tak abyśmy i my, i Dwa Kitki mogli poużywać. Niestety deszcz wszystko nam popsuł. Stwierdziliśmy jednak, że nie wytrzymamy całego dnia w czterech ścianach z Dwoma Kitkami i jej niespożytą energią. Wybraliśmy się więc całą rodziną do Family Parku, czyli do ogromnej sali zabaw. Na miejscu okazało się, że na "małpi gaj" nasza córeczka jest jeszcze za mała. Bez namysłu więc ściągnęłam buty i dawaj! A co, trzeba było się poświęcić! Wlazła więc matka razem z dzieckiem w te wszystkie rury i zawijasy, przeciskała się przez zakątki labiryntu, wspinała się po siatkach, tylko po to, aby asekurować Dwa Kitki w jej poczynaniach. Niezła wymówka nie! Bo tak naprawdę była to dla mnie świetna zabawa! Cudownie jest mieć dziecko, można wtedy bezkarnie samemu bawić się razem z nim pod pretekstem opieki. A zjeżdżalnie były takie, że ja sama miałam stracha zjeżdżać, a córka za każdym razem gdy już startowałyśmy zakrywała oczy rączkami. Potem gdy już całkiem zabrakło mi tchu, przyszła kolej na męża A. Na początku się krępował, ale gdy poobserwował innych tatusiów pełzających w tunelach i rurach, sam bawił się jak dziecko. Gdy już wracaliśmy do domu, ja i Mąż A. mieliśmy wywalone jęzory ze zmęczenia, a Dwa Kitki? Ona nie chciała stamtąd wyjść!

23:35, romka86
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 maja 2013

Co prawda nie od razu. Od września, gdy skończy 2,5 roku. Jest już zapisana, a ja nawet byłam na zebraniu rodziców. Wiem, że to dobra decyzja, Mała się tam wybiega, wybawi, nabędzie nowych umiejętności, będzie wśród dzieci, jednym słowem w swoim żywiole! I ani trochę nie obawiam się, czy się zaaklimatyzuje, bo wiem, że tak właśnie będzie! Podczas gdy ja siedziałam na 1,5-godzinnym zebraniu, Mąż A. z Dwoma Kitkami buszowali na przedszkolnym placu zabaw. Szaleli i szaleli, i wyszaleć się nie mogli, tak im się podobało. Córce najbardziej spodobały się stare, emaliowe gary w piaskownicy! Już nie mogę się doczekać września. A matka co będzie robić gdy dziecko w przedszkolu? Matka do pracy!

14:37, romka86
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 maja 2013

W miniony weekend Dwa Kitki zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Byliśmy u znajomych, którzy mają prawie 3-miesięczną córeczkę. W porównaniu z nią, moja córka wydała mi się taka duża i dorosła. Na co dzień, gdy jestem z Dwoma Kitkami sama w domu, jest dla mnie nadal moją kruszynką, moją małą dzidzią. A tu w końcu uświadomiłam sobie, że z niej już nie jest wcale taka mała dzidzia. Mało tego, jej zachowanie przy niemowlaczku uświadomiło mi, jaka może być opiekuńcza i pomocna oraz jaką już jest mądrą dziewczynką. Dwa Kitki była zafascynowana małą dzidzią, nosiła jej grzechotki, pieluchę, delikatnie głaskała, ba! Nawet chciała brać ją na rączki. Pomagała przy kąpieli, podawała to, o co ją się poprosiło, pilnowała dzidzi w łóżeczku i była bardzo bardzo grzeczna i spokojna! Mama była bardzo dumna ze swojej dużej córeczki. A gdy tata Dwóch Kitków zadał jej pytanie, czy chciałaby też taką dzidzię, odpowiedziała szybko i bez zastanowienia: TAK!

12:56, romka86
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 maja 2013

Czy to zawsze tak musi być, że jak coś się robi przy dziecku, to schodzi dwa razy dłużej? Dziś wyjeżdżamy na weekend do znajomych. Pakuję nas od dwóch godzin i spakować nie mogę! Bo co ja spakuję, to w chwili mojej nieuwagi Dwa Kitki natychmiast wypakuje, albo odwrotnie - w torbie znajduję mnóstwo rzeczy, których tam nie wkładałam, np. dwa misie, gumowa świnia, klocki itp. Eh, ciężki jest los matki ;) Dziękuję Naszemu Panu za bajki!!!

11:34, romka86
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 maja 2013

Od jakiegoś czasu Dwa Kitki wstaje rano bardzo wcześnie tj. zazwyczaj o 6.00. Postanowiłam więc położyć ją dziś szybciej na drzemkę, tak, abym mogła szybciej zająć się swoimi obowiązkami, a potem abyśmy mogły iść na plac zabaw. Wsadziłam córcie do łóżeczka z nadzieją, że szybko zaśnie. Po dłuższym czasie, gdy do niej zajrzałam okazało się, że ani myśli o spaniu, a jej zabawa trwa w najlepsze - chwała jej wyobraźni! Otóż najpierw z koca zrobiła sobie namiot, potem po przerzuceniu jego jednego rogu przez ramię łóżka - kocyk służył za hamak dla misiów. Bóg jeden wie co jeszcze tam wymyśliła, bo jej zabawa trwała baaaaaaaaardzo długo zanim padła :)

22:31, romka86
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 maja 2013

Kilka osób zadało mi pytanie dlaczego moją córkę nazywam "Dwa Kitki". Otóż gdy z mężem A. (który nie był jeszcze wtedy moim mężem - ani niczyim innym) dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży od razu wiedzieliśmy, że ma to być dziewczynka. Mąż A. marzył o córeczce, ciągle powtarzał: "Będą Dwa Kitki!" Jakaż była nasza radość, gdy nasze życzenie się potwierdziło i na USG ukazała się mała dziewczynka. Całą ciąże tak ją nazywaliśmy - dopóki nie wybraliśmy jej imienia. Gdy już się urodziła, nie mogłam się doczekać, aż urosną jej włoski. Pierwszy raz zrobiłam jej kitki na jej roczek, ale wtedy przypominały one bardziej malutkie czułka :) Kiki nosiła prawie codziennie, to była jej sztandarowa fryzura. Aż do poprzedniego tygodnia, kiedy to matka zaprowadziła niczego nieświadome dziecko do fryzjera i ścięła ją na bombeczkę. Ot, taka odmiana na lato. Pomijam fakt, że aby siedziała nieruchomo musiałam przekupić ją paczką żelków - XXL! Zębom się więc troszkę oberwało, ale czego się nie robi dla nowej fryzury!

22:44, romka86
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 maja 2013

Oj dawno mnie tu nie było. Aż wstyd bierze :) Cóż, natłok pewnych spraw życiowych i w związku z tym chroniczny brak czasu, spowodował moje zaniedbanie w kwestii bloga. Ale nadrobimy, tym bardziej, że ruszam z podwójną energią ;)

Dwa Kitki w marcu skończyła dwa lata i niestety bez zmian, mimo moich wielkich nadziei, jest nader ruchliwa, nader pyskata i ma gdzieś swej matki zdanie. Może kiedyś minie...

Z aktualności: W końcu mimo wielkich oporów córci i wielu powrotów do pieluch, udało nam się na dobre z nimi pożegnać. A dziś nawet na dwór nie ubieram jej pampersa i gdy tylko aura pogodowa temu sprzyja i następuje już TEN ostateczny moment, gdzie nie ma mowy o jakiejkolwiek obsuwie w kwestii siusiów, wystawiamy tyłek i sikamy na trawkę :)

Poza tym mała coraz więcej gada, już nie tylko po swojemu, ale nawet można ją zrozumieć. Ostatnim hitem jest historia, gdy jechałyśmy razem z Dwoma Kitkami w pociągu. Strasznie się emocjonowała na widok każdej krowy, każdej kurki, każdego drzewka za oknem, do tego stopnia, że w drugim końcu pociągu było słychać, a Ci co siedzieli przed nami z pewnością ogłuchli. Poza tym stał przed nami w pociągu chłopak, który miał nogę w gipsie, na co córcia żywo zareagowała krzycząc: "Pan ała". Gdy na którejś z kolei stacji, chłopak wysiadł i Dwa Kitki zobaczyła go przez okno, zaczęła krzyczeć: "Pan ała!" "Pa pa ała", po czym radośnie pomachała mu na pożegnanie :) Miałam niezły ubaw :)

23:58, romka86
Link Komentarze (1) »
środa, 20 lutego 2013

Dzień jak co dzień. I jak co dzień rano zrobiłam Dwóm Kitkom śniadanko i jak co dzień zjadła tylko odrobinkę, a resztą pogardziła. Ale, że jesteśmy u dziadków i są tu pieski, matka, zamiast wyrzucić pozostałość jej śniadanka do kosza lub sama je skonsumować, postanowiła zlitować się nad zwierzakami i wrzuciła im do miski parówki z dzieciowego talerzyka. Po pewnym czasie, w ferworze wspólnej zabawy, zauważyłam, że córcia coś żuje. Kazałam jej to wypluć i okazało się, że parówka z psiej miski, inaczej, bo chyba jakoś lepiej smakuje, niż z dzieciowego talerzyka. Jadła ją z zaciekłością. 

Historia lubi się powtarzać, ale żeby tak szybko... Po południu identyczna sytuacja, Mała biega jak oszalała po domu, po czym matka znowu zauważa, że jej dziecko coś żuje, a przecież nic jej nie dawała. Ponownie kazałam jej to wypluć i na mojej dłoni pojawiła się, pięknie pogryziona karma Pedigree. Matka się wkurzyła... To babcia stara się, wydziwia z obiadami, smaży racuchy, po czym Dwa Kitki tym gardzi, a psią karmę wsuwa, aż miło! Jak Boga kocham od jutra śniadanie, obiad, kolację serwuję jej w psiej misce! I tylko Pedigree, no, może Chappi. A co! ;)

23:28, romka86
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 lutego 2013

Od kilku dni jesteśmy z Dwoma Kitkami u dziadków. Ot, taki odpoczynek od codzienności. Niestety, Mała znowu ma katar, znowu leje jej się z nosa, a ja już powoli czuję się bezradna wobec tego paskudnego choróbska. Co Dwa Kitki wyzdrowieje, to za chwilę znowu chora ech... Oby do wiosny!

Psy Dziadków, jak zawsze gdy tu jesteśmy, chowają się przed Małą po kontach. Po prostu instynktownie obawiają się tego żywiołu i dość "niedelikatnych" zabaw córci.

Z dnia dzisiejszego: Dwa Kitki do perfekcji opanowała już sztukę wychodzenia z łóżeczka, znajdującego się u dziadków. Szłam akurat korytarzem kiedy pokazała się w drzwiach pokoju (a miała już spać w swoim łóżeczku). W jednaj ręce trzymała swoją poduszkę, misia, w drugiej skarpetki i tetrę (to zestaw na wypadek gdyby matka zgodziła się jeszcze trochę porządzić dziecku, zamiast spać). Obie stanęłyśmy nieruchomo. Dwa Kitki obserwowała moją twarz i od miny, która się na niej pojawi uzależniała swoją taktykę. Ponieważ matka, widząc cały ekwipunek dziecka, nie potrafiła opanować się od śmiechu, Mała poleciała do pokoju babci, ułożyła koło niej poduszkę i z diabelskim uśmiechem kazała ubrać sobie skarpety. Pozwoliłam jej więc posiedzieć z nami chwilkę po czym znowu ją odłożyłam do łóżeczka. Dwa Kitki oczywiście znowu wyszła i znowu... Ostatecznie dziadek postanowił się z nią położyć na swoim łóżku. Po dobrej godzinie wymiękł, bo Dwa Kitki nadal nie spała, a z łóżka dziadka zrobiła sobie trampolinę. Wtedy do akcji weszła babci, ale i ona wyciągnęła biała flagę po jakiś 3 piosenkach i jednaj bajce. Było już dość późno, więc znowu odłożyłam Małą do jej łóżeczka, ale tym razem matka zmądrzała i łóżko przesunęła na sam środek pokoju, tak aby Dwa Kitki nie mogła się podeprzeć się na żadnym meblu. I tak po kilku nieudanych próbach wyjścia z łóżeczka, Dwa Kitki w końcu padła... Waleczna bestia!

23:33, romka86
Link Komentarze (1) »
środa, 13 lutego 2013

Dzieci są bystrzejsze niż nam się wydaje. Dwa Kitki przez chwilą zamiast spać - broiła w swoim pokoju. Znak rozpoznawczy - cisza przez dłuższy czas, zero śmiechów, zero gadania do siebie. I każdy rodzic wie, że gdy jest cicho, dziecko rozrabia :)

 

Z dnia dzisiejszego: U nas znowu spadł śnieg. Udaliśmy się więc z Dwoma Kitkami na zimowe szaleństwo. I tak rzucałyśmy się kulkami, toczyłyśmy ogromną kulę śniegu, ganiałyśmy się, chowałyśmy za drzewami... Było cudnie, Mała kocha śnieg i takie zabawy!

21:15, romka86
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 lutego 2013

Wczoraj wieczorem Dwa Kiki przebiła samą siebie. Nie dość, że ostatnimi czasy nauczyła się wywalać ze swojego łóżka wszystko co w nim się znajduje, łącznie z prześcieradłem, a potem matka ma robotę, ubierać to prześcieradło po sto razy w ciągu jednego wieczoru. Gdy wczoraj Mała poszła do łóżka, a ja pomyślałam, że w końcu odpocznę, rozsiadłam się na kanapie i po kilku chwilach słyszę:

- Mama, mama...

Poszłam zobaczyć o co chodzi, a Dwa Kitki stoi w swoim łóżeczku, bez spodni i pampersa (rozebrała się) i prawie płacze, bo... zrobiła siusiu na materac i poduszkę, a w mokrym łóżeczku śpi się niefajne. Matka więc miała co robić wieczorem, to tak w razie czego, żeby nie musiała się nudzić. Musiałam przebrać pościel, nastawić pralkę i zaprać plamę na materacu, a potem w ekspresowym tempie wysuszyć ją suszarką, by dziecko miało gdzie spać :)

13:53, romka86
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 lutego 2013

Dostałam dziś od Dwóch Kitków uroczy prezencik. Mała leży już w łóżeczku i zbiera się do drzemki, nagle słyszę radosne: Mama mama! Wchodzę i cóż za odkrycie! Dwa Kiki cała zadowolona, uśmiech od ucha do ucha, wręcza mi babę z nosa i mówi: Masz. Hm... ciekawe co ja mam teraz z tym zrobić...

00:31, romka86
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3